czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 27

                                              Rozdział 27

[pare tygodni później]

No więc moje życie obróciło się o 180 stopni.
Teraz aby wyjdę na ulicę zostaję obsypywana paparazzi !!!
Czasem się cieszę, a czasem chcę już odpocząć.
Jeśli chodzi o Lily, mamy świetne kontakty, zaprzyjaźniliśmy się we czwórkę wraz z Paul'em i Ian'em.
A pomiędzy mną a Ian'em coś zaiskrzyło.
Najpierw spacery, potem randki a potem ? heh, nie no żartuje.
Jestem z nim już od ponad 2 tygodni jak na razie jest nam dobrze i się nie kłócimy ale to się do końca okaże.
Mama rozpoczęła karierę, ''była menadżerką'' a teraz nie dość że jest menadżerką to jeszcze została modelką i projektantką ! Wszystkie media o niej piszą !
Wszystkie okładki gazet są mamy !
Wszędzie piszą rzeczy typu ,,Jak w pare tygodni zrobiła taką karierę ?!''
A tata ? Noc nowego oprócz paru nowych firmach.
Więc jakby to powiedzieć życie idealne.
Ułożyłam sobie mniej więcej życie, lecz nadal mam pustkę w sercu, może nie taką dużą ale ból pozostanie.
-Kochanie?!- Woła Ian z kuchni.
-Już idę - odkrzykuje odkładając laptopa.
Schodzę po schodach mojego a raczej naszego domu, tak kupiłam dom i postanowiłam aby Ian się do mnie wprowadził.
-Po co mnie wołałeś ?
-Zaraz spóźnimy się na wywiad.
-A no tak idę się już ubierać.
Po paru minutach byłam już gotowa do wyjścia.
Wyjechaliśmy moim samochodem z posiadłości, po czym skierowaliśmy się w stronę studia w którym miał odbyć się wywiad.

***Oczami Zayna.***

Och...
Kolejny męczący dzień.
Zaczynamy kolejną trasę koncertową.
Mamy dużo prób i w ogóle męczące dni.
'puk-puk' Rozległo się po pokoju.
-Proszę. -odpowiedziałem obojętnie.
-Jesteś głodny  ?  - Zapytał Liam - Jak tak to szybko bo Nial wszystko zje. -ostrzegł.
-Nie nie jestem głodny. - powiedziałem już zmęczony.
-Zayn - Zaczął niepewnie. -Martwimy się o ciebie Wcale nie chcesz jeść, tym bardziej gadać z nami, już nie jest jak kiedyś.
-Już nigdy nie będzie jak kiedyś. -powiedziałem cicho.
-Zayn, Zayn, Zayn. Dobrze o tym wiesz i powinieneś się pogodzić tym bardziej że ona już się pogodziła. Ma chłopaka zamieszkała z nim, inaczej mówiąc, Zaczęła żucie od nowa, zapełniła pustkę, chyba na ciebie też pora.
-Ty nie wiesz na to jest pora kurwa.To ja będę decydował !!!! -wydarłem się na cały dom.
-Przemyśl - odpowiedział obojętnie i wyszedł zamakając cichutko drzwi.
Wkurwiony na maksa, włączyłem telewizor i przełączając kanały natknąłem się na wywiad z Vanessą <3 i Tym przydupasem !!!
Wyglądała na taką szczęśliwą przy nim.
A gdy była ze mną była zmartwiona. Bała się.
To troche moja wina a trochę tego jebanego Justinka !
Patrzyłem na nią taki zadowolony lecz gdy się śmiała z nim normalnie się gotowałem !!!
No ale cóż nic nie zrobie.
Znów wkurwiony zeszłem na dół i kierowałem się ku wyjściu.
-Znowu idziesz się najebać ? - Zaczął zdenerwowany Hazz.
-Nie twój jebany interes.
powiedziałem po czym wyszłem trzaskając drzwiami.
Tak właśnie wyglądają nasze rozmowy od roku.
Jeśli dalej tak będzie One Direction albo będzie bez 'Zayna' albo w ogóle zniknie z show biznesu.
Szybkim krokiem ruszyłem w stronę jakiegoś klubu.
Zawsze szłem się najebać jak byłem wkurzony, to mi pomagało.


wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 26

                                                           Rozdział 26

-Lily... -wahałam się i to strasznie. - To ja jestem tą dziewczyną... - Teraz już nie wytrzymałam napięcia, wypuściłam wszystkie łzy które miałam pod powiekami, a było ich tam sporo...
-N..Naprawdę ? - Słyszałam w jej głosie nutkę wściekłości ale i załamania.
Bez żadnych słów podeszła do mnie i się przytuliła, po 10 minutach płakania, zaczęłyśmy normalnie rozmawiać.
-Czyli to na tobie chciał się zemścić ? - Zapytała ciekawa.
-Widocznie. - powiedziałam smutna -  Lily, a czy on cię bił ?
Lily zakłopotana nie patrzyła mi się w oczy, ty;lko wszędzie indziej.
-Y.. Tylko jak coś źle zrobiłam, um.. na przykład coś wylałam ale to leciutko, y.. To raczej takie trzepnięcie... - była strasznie zakłopotana, nie wiedziała gdzie patrzeć, w sumie nie dziwie się jej, sama kiedyś tak mówiłam jak przyjaciółki się pytały czy mnie bije. Nie jest się łatwo przyznać czy ktoś cię bije. Tym bardziej boi się reakcji, JEGO, jak by się dowiedział że się komuś zwierzam...
-Popatrz mi w oczy i powiedz to... - Popatrzyła na mnie zdziwiona, bała się.
-Nie, nie mogę - jej łzy nie wytrzymały pod powiekami, wyleciały z wielką prędkością. - Lily, Nie płacz, wiem jak to jest, w Polsce jak z nim byłam dostawałam za nic... Zawsze sobie mówiłam ,,Życie to nie bajka'' Księżniczką nie byłam więc musiałam się przyzwyczaić do takiego traktowania. Aż w końcu wyjechałam, lecz nie myślałam że za mną pojedzie.
-We dwie mamy złe przeżycia związane z nim.
-Takie życie...
Spojrzałam na zegarek na którym właśnie wybiła 14:30, Kurwa!
Miałam zadzwonić na te przesłuchanie !
-Lily, ja musze lecieć,przepraszam, mam sprawy do załatwienia - zaczęłam się zbierać w pośpiechu.
-Odwieść cię ?
-Jak byś mogła.
-Jasne.
-Lily, podasz mi numer telefonu ?
-Jasne, daj telefon napisze ci a ty szybko załóż te buty - podałam jej szybko telefon i zaczęłam nerwowo wkładać baleriny.
-już - powiedziała Lily, podając mi telefon. Szybko otwierając drzwi wejściowe, złapałam za torebkę i wyszłam nim się obejrzałam byłyśmy już we dwie w samochodzie, podałam jej adres do mojego domu.
Gdy byłyśmy pod domem zobaczyłam czyiś samochód. Trochę się zdziwiłam.
-Wejdź ze mną, i przy okazji życz mi powodzenia. -Zaśmiałam się, ponieważ Lily nie wiedziała co powiedzieć, nie wiedziała o co mi chodzi.
Bez innych słów wyszłam z auta Lily i poszłam w stronę wejścia.
Drzwi do domu były otwarte, a jak się weszło było czuć zapach obiadu.
weszłam do kuchni i zobaczyłam Anne przygotowującą jedzenie.
-Dzień dobry Anno - Anna uśmiechnęła się do mnie odpowiadając, po czym wzięła się za dalsze przygotowywanie.
-Vanessa ! - Krzyknęła Lily z przedpokoju, w ogóle o niej zapomniałam.
- już idę - odkrzyknęłam
-Przepraszam zapomniałam o tobie. - zaczęłam się tłumaczyć
-Dzięki - powiedziała Lily oburzona śmiejąc się.
-A teraz chodź do salonu zaraz będzie obiad a nie chce jeŚĆ sama.
-okej, ale zapomniałaś zabrać zakupów z samochodu więc przyniosłam ci je. - powiedziała podając siatki.
-Dziękuje. - powiedziałam i poszłam do kuchni aby je zanieść i powiadomić Anne o jeszcze jednym nakryciu dla gościa.
Gdy już zrobiłam co miałam zrobić poszłam do salonu gdzie siedziała już Lily i patrzyła coś na telefonie.
-Lily, teraz to na prawdę życz mi powodzenia. - znów zaczęłam się śmiać z jej nieogarnięcia.
Złapałam za telefon i wybiłam numer telefonu z kartki którą miałam w kieszeni spodni.

Nie patrzcie na napis xD
[rozmowa telefoniczna]

-Dzień dobry, ja chciałabym się zapytać o ten casting do nowego serialu, kiedy on będzie i czy jest wogóle aktualny.
-Tak jest aktualny, a casting jest... proszę poczekać sprawdzę.
-Dobrze.
-No więc jest za 15 minut w studiu.
-Co ? ! 15 minut ?
-Tak, jeżeli pani chcę w nim wziąść udział niech pani się pośpieszy.
-um... Dobrze do widzenia.
-Do widzenia.

[koniec rozmowy telefonicznej]                   
-Cholera, Lily pakuj manatki musisz mnie podwieść do studia. Szybko!
-Ok  ja czekam w samochodzie.
Szybko złapałam torbe, butelke wody, telefon i klucze w razie jak Anna by poszła do domu.

 -Anno, ja musze pilnie wyjść obiad sobie odgrzeje, przepraszam. Paa  -krzyknęłam w pośpiechu i wyszłam.
Byliśmy już nie daleko studia a zostało 5 minut.
Patrze a tu korek na 5 km w panice złapałam za torbę i wybiegłam z samochodu.
-Dojdziesz do mnie - tylko tyle udało mi się wykrzyknąć do Lily.
Została minuta, jestem pod studiem. wchodzę do holu i ide do wielkiego biurka za którym siedza 3 panie.
-Gdzie jest casting do nowego serialu?
-5 piętro - odpowiada jedna z nich.
-Dziękuje -rzuciłam w pośpiechu.
Wcisnęłam guzik do windy. a winda nie przyjeżdża !
Pobiegłam szybko na schody pożarowe.
Gdy byłam już na 5 piętrze zobaczyłam nie dużą grupkę ludzi.
Od jednych dziewczyn słyszałam, jak gadają o tym że reżyser się spóźnił, o jak dobbrze !
Nie myśląc o iczym wpadałam na kogoś. No super już druga osoba na która dziś wpadłam
-Boże, znów na kogoś wpadłam, przepraszam- powiedziałam patrząc na jakiegoś chłopaka.
-To moja wina, sorki. Po prostu się stresuje.
-Uwierz mi ja też  -uśmiechnęłam się
-Ian jestem.
-Vanessa
-Miło mi - powiedział uwodzicielsko po czym pocałował moją dłoń.
-Wszyscy na którzy przyszli na casting zapraszam tutaj. - zawołał jakiś pan chyba reżyser.
-No to połamania nóg Ian'ie - powiedziałam cwaniacko.
-Tobie także Vanesso. -Obydwoje zaczeliśmy się śmiać.
[godzinę potem]
Moim zdaniem poszło mi bardzo dobrze.
Każdy już wyszedł oprócz jakiegoś chłopaka, mnie i Iana.
-Panno Cogiel, Panie Somerhalder i Wesley zapraszam jeszcze do mnie.
Niepewnie weszliśmy do pomieszczenia pełnego kamer fleszy i aparatów.
-Bez wahania chcę powiedzieć że dostaliście 3 główne role - wykrzyknął - Gratuluję !
Co ?! co ja właśnie usłyszałam ? Jezuu !!!
Zaczęłam skakać i piszczeć.
Nie wiedziałam co się dzieje aż z wrażeń przytuliłam się do Ian'a.

-Um... - zająkałam się zakłopotana. - przepraszam.
-Nic się nie stało. - uśmiechną się pięknie.
-No więc plan pracy i scenariusze wyśle wam na E maila a teraz idźcie to oblać!!!
-Dziękujemy - powiedział chłopak obok.
Wyszliśmy wszyscy ze studia.
-Zaczekaj. -krzyknęłam do odchodzącego chłopaka. -Jestem Vanessa a to Ian - wskazałam na Ian'a- Warto się chyba poznać skoro będziemy razem grać.
-Jestem Paul.
-Chłopaki. - zaczęłam niepewnie - może pódziemy to oblać do mnie  ? Będzie razem z nami moja nowa przyjaciólka Lily.
-Ja mam czas.
-Ja także.
okej zadzwonie do niej i zapytam gdzie jest.
Gdy już znalazłam Lily,przedstawiłam ją chłopakom po czym pojechaliśmy do mnie.
Wyjęłam z piwniczki alkochol i zaczeliśmy ''oblewać''
aż w końcu film się urwał...



piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 25

                                                     Rozdział 25

Wzięłam koszyk i zaczęłam spacerować po sklepie w poszukiwaniu produktów.Nagle wpadłam w kogoś, upadłam na ziemię a koszyk z produktami upadł na ziemię.
Ah, jak zwykle nie patrze tylko ide jak ślepa!
Podniosłam się i spojrzałam na kogo wpadłam była to dziewczyna, z pięknymi oczami, figurą i włosami, sama bym chciała tak wyglądać.
-Um.. przepraszam łamaga ze mnie. - powiedziałam lekko zmieszana.
-To jest nas dwie - zaśmiała się - Jestem Lily.
-Vanessa.
-Chodź pomogę ci zebrać te produkty.
-okej
gdy zebrałyśmy rzeczy poszłyśmy we dwie do kasy, każda z nas zapłaciła za swoje zakupy.
-Może wpadniesz do mnie na kawę ? -zapytałam niepewnie w końcu nie zaprasza się od tak nieznajomych do domu. - Mam wolny dom - zaśmiałyśmy się głośno.
-Jasne, chętnie wpadnę. - powiedziała śmiejąc się - tylko że najpierw muszę zawieść zakupy do domu, może pojedziesz ze mną ?
-W sumie nie mam nic do roboty.
-okej to chodź.
Wsiadłyśmy do jej samochodu, nie wiem jaki to był nie znam się na markach ale był naprawdę piękny.
Wysiadłyśmy pod jej wielkim domem, miał basen i 2 piętra. Był biały i miał dużo okien.
Chciałabym w takim mieszkać.
Szłam powoli przez chodnik prowadzący do drzwi wejściowych.
Będąc już koło drzwi poczekałam aż Lily otworzy drzwi i wejdziemy.
Gdy weszłyśmy do jej domu zaniemówiłam!
Tam było tak pięknie.
-Jej. Pięknie tu. Sama mieszkasz? - zapytałam z ciekawości.
-Teraz już tak.
-A czemu ''już teraz'' ?
-Najpierw mieszkałam z mamą a potem ona umarła na raka, później zamieszkałam z moim chłopakiem ale okazało się że nie jest tym za kogo go uważałam. - powiedziała smutno - Chodź zostaniemy u mnie to opowiem ci.  - uśmiechnęła się słabo i weszła do salonu aby przejść do kuchni. Poszłam za nią i poczekałam aż wypauje zakupy.
-Chcesz kawę czy herbatę ?
-Poproszę kawę
-okej już wstawiam wodę, idź włącz sobie TV a ja zrobię przekąski.
-Ok.
Weszłam do salonu i usiadłam wygodnie na kanapie, złapałam za pilota i zaczęłam przeskakiwać z kanału an kanał aż w końcu znalazłam Mamę !!!
To był jakiś wywiad na żywo ! Nic mi o żadnym wywiadzie nie wspomniała !
-już jestem - powiedziała Lily odkładając jakieś ciastka i paluszki na stół. - kawa będzie za minutkę  - powiedziała radosna. - O, Marta Shreet, teraz jest menadżerką Cary Delevingne <nie wiem jak się odmienia xd>
-Hah, Lily. - powiedziałam powstrzymując śmiech. - To moja macocha - wybuchłam śmiechem.
-Ups. - sama zaczęła się śmiać.
- Czy możemy chwile to obejrzeć ?
-Jasne, sama chętnie posłucham . - powiedziała spokojnie. - O cholera, kawa ! - powiedziała już mniej spokojnie i pobiegła.

<w cudzysłowowy będzie rozmowa :) >

,,-No więc marto, czy teraz wyobrażasz sobie życie bez twojej przybranej córki ? -Redaktor
-Nie Bardzo się do niej przywiązałam . - Mama.
-A nie myślałaś o tym aby mieć swoje dziecko ? Jesteś bardzo młoda i piękna a moim zdaniem dziecko nie powinno ci popsuć kariery ale tylko ją wzmocnić. Więc? -Redaktor.
 

-Wiesz Rich, to nie jest tak że ja nie chce. To po prostu inna sprawa, niektóre kobiety tak mają że nigdy nie usłyszą płaczu swojego własnego dziecka i właśnie ja jestem jedną z tych matek, przykro mi że nie można pomóc sobie a także innym. To smutne - Mama
-Bardzo przepraszam Marto, nie chciałem cię urazić. - Redaktor
-Spokojnie Rich, tylko mnie wzmocniłeś, będę walczyć, pomyślałam nad jakąś agencją dla matek które nie mogą mieć dzieci, gdy tylko znajdę czas postaram się zająć tym planem. -mama
-Okej, życzę ci powodzenia Marto, mam nadzieję że ci się uda. A teraz żegnamy się z państwem widzimy się jutro a naszymi gośćmi są One Direction !!!! -redaktor ''


O nie ! Szybko łapiąc za pilot wyłączyłam telewizor.
-Bardzo cię przepraszam ale wylała mi się kawa i musiałam zrobić nową, Dużo przegapiłam ? - zapytała patrząc na mnie - em... czego wyłączyłaś telewizor ?
-No bo się już skończyło. - uśmiechałam się słabo ale chyba to nie pomogło.
-Coś się stało?  -zapytała z troską
-Nie, nic się nie stało - uśmiechnęłam się szczerze
-No to dobrze. - także się uśmiechnęła - miałam ci opowiedzieć o mnie. - zaczęła niepewnie. - nie ma w moim życiu nic ciekawego ale wydajesz się być osobą która rozpowie każdemu.
-No co ty, nawet nie mam komu powiedzieć - zaśmiałam się słabo
-To tak jak ja - powiedziała smutno. - Okej no więc jak mówiłam mama zmarła na raka, a chłopak z którym mieszkałam nie bym tym za którego uważałam... Miał na imie Justin... - i tu zrobiła przerwę a mi się zrobiło słabo, a może ja już mam jakieś myśli moze to tylko ktoś ma tak samo na imie.. - Wsadzili go do więzienia bo uprowadził ludzi i do tego sławnych aby się zemścić na dziewczynie. Szkoda mi tej dziewczyny. Podobno potem ta dziewczyna zapadła w śpiączkę, nigdy jej nie widziałam ale gdybym ją spotkała, to bym ją przeprosiła a zarazem podziękowała. Podziękowała za
to że dzięki niej dowiedziałam się jaki był Justin. a przeprosiła za to że to przez człowieka obok którego się budziłam została skrzywdzona. - wreszcie skończyła, miałam pełno łez pod powiekami.- Vanessa wszystko w porządku ?
-Lily... -wahałam się i to strasznie. - To ja jestem tą dziewczyną...

czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 24

                             Rozdział 24

#Rano#

Wstałam wypoczęta i bardziej szczęśliwa.
Przypomniałam sobie o szkole.                  
W sumie to miałam prawo ''zapomnieć'' po tylu problemach.
Został mi ostatni rok więc chyba sobie wynajmę jakieś domowe nauczanie.
Ale dobra tym zajmę się potem.
Chcąc zabrać szlafrok powieszony na krześle biurkowym zobaczyłam kartkę.
No takk... Przecież miałam zadzwonić do tego reżysera.
ok no to zadzwonię około godziny hmm... może 13.
Czyli mam jeszcze 2 godziny na prysznic śniadanie i ogólne ogarnięcie.
Zeszłam na dół do kuchni a tam Mama robiła strasznie szybko naleśniki gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła.
-Hej mamo.
-Cześć jesteś głodna ?
-Bardzo - uśmiechnęłam sie do niej szeroko.
-słuchaj to ostatnia partia naleśników możesz ją dokończyć bo Anna <nie pamiętam jak nazwałam tą ich sprzątaczko/kucharke sorki xd> musiała załatwić jakieś sprawy.
-Okej a gdzie się tak śpieszysz? - zapytałam z ciekawości.
-Aaaa zapomniałam ci powiedzieć dostałam pracę jako menadżer jednej z najsławniejszych modelek, teraz często nie będzie mnie w domu a z tatą wiesz jak jest, ciagle gdzieś musi jechać.
-Czyli hata wolna ? -zaśmiałam się.
-Mam nadzieję że to był żart. - powiedziała lekko poważnie a lekko z humorem.
-Się zobaczy, ha ha ha
-Vanessa -skarciła mnie mama. - a ty co taka w humorze ?
-Jak jestem w nie humorze to źle jak jestem w humorze też źle...
-Vanessa źle mnie zrozum... - w tym momencie zadzwonił jej telefon - przepraszam ja już lecę Paa.
pocałowała mnie w policzek już była w przedpokoju.
-A Vanessa pamiętaj, Anna będzie cię tu pilnować.
-Mam już 18lat mamo!             
-Przyjdzie tylko zrobić obiad. Kocham cię pa!  - krzyknęła zamykając drzwi od samochodu który podjechał pod nasz dom.
-No to mam chatę wolną - zaśmiałam się cicho do siebie.
Po krótkiej chwili odezwał sie mój brzuch, domagał się czegoś do jedzenia...
Weszłam do kuchni i zobaczyłam co mogę sobie zaoferować.
Prawie pusto w lodówce.
Kurde ja to mam szczęście, pomyślałam ironicznie.
O, ale przecież mam te naleśniki dokończyć.
Puknęłam sie w głowe z własnej sklerozy.
Usiadłam przy stole i zaczęłam szamać śniadanko. Od razu przypomniały mi się chwile spędzone z Zayn'em, pamiętam jak próbował mi zrobić naleśniki i jak nabałaganił.
A potem ta gonitwa.... ahh...
Od tych wspomnień łzy nazbierały się nad powiekami lecz teraz jestem ślina i nie dam sobie cierpieć przez KOGOŚ.
Po zjedzonym śniadaniu umyłam naczynia i poszłam na góre aby się ogarnąć i wyjść do sklepu aby kupiĆ coś na obiad bo jak zrozumiałam dziś muszę sobie sama go sporządzić.
Ubrałam się w [TO] i zrobiłam lekki makijaż [TEN] 
Włsy za to zostawiłam rozpuszczone.
Po 30 minutach zamykałam drzwi wejściowe.
Szłam uśmiechnięta ulicą, ale gdy popatrzyłam na ''zakochane pary'' uśmiech znikał, biedne dziewczyny przecież ich chłopaki i tak je zostawią, no bo to mężczyźni...
Nawet nie zauważyłam a byłam już w sklepie.
Wzięłam koszyk i zaczęłam spacerować po sklepie w poszukiwaniu produktów.
Nagle wpadłam w kogoś...

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 23

                            Rozdział 23

Miną tydzień, jest mi ciężko, smutno.
Jestem samotna.
Przez ostatni czas do nikogo raczej się nie odzywam...
Inaczej mówiąc zamknęłam się w sobie.
-Vanessa, pogadaj ze mną - powiedziała spokojnie Marta, znaczy mama. - Błagam - dodała ciszej.
Nie odzywałam się wiedziałam że po minucie odpuści lecz nie tym razem, Marta wparowała jak słoń złapała za jakieś moje ubrania i popatrzyła na mnie.
-Masz pół godziny na umycie się i ubranie jak nie to sama ci pomogę.
łał zanim zdążyłam coś odpowiedzieć ona znikła za drzwiami.
Pierwszy raz się tak postawiła, zawsze była krucha i robiła wszystko delikatnie, a teraz?!
A może najwyższa pora wyjść z tych czterech ścian i się zabawić.
Po szybkim prysznicu, wysuszyłam się po czym zaczęłam układać włosy.
Za bardzo nie chciało mi się nic robić więc po prostu je uczesałam i wysuszyłam.
Złapałam za jakieś ubrania i wyszłam z mojego pokoju.
Czekałam na Mamę która właśnie wyszła z łazienki.
Wyglądała bombowo! <ubranie Marty>
-To gdzie idziemy? - zapytałam idąc z Mamą w stronę samochodu.
-Niespodzianka
-Proszę powiedz wiesz że nie lubię niespodzianek !
-Tą polubisz!
-Mhmhmmm- zaczęłam do siebie marudzić.
Wsiedliśmy do auta po czym ruszyliśmy...

 Po godzinie jechania samochodem dotarliśmy !
Do Disneylandu ! <chyba dobrze napisałam xd>
Zawsze chciałam tu przyjechać!
-Młoda wysiadamy - Zaśmiała się Mama z mojej miny pełnego zadowolenia.
-już, już.
Poszłyśmy do kasy, gdy kupiłyśmy bilety, od razu pobiegłyśmy do jakiś pamiątek.
ja kupiłam sobie bluzkę z myszki miki a Mama wiele, wiele innych rzeczy.
Po udanych zakupach poszłyśmy an atrakcję.
Po 3 godzinach spędzonych rozrywkowo, postanowiłyśmy pójść do kosmetyczki.
Najpierw masaże, potem zabiegi pielęgnacyjne a na konie cmiał być fryzjer lecz nie wiedziałam czy tego chce, lecz w końcu się zdecydowałam.
Weszłam razem z mamą do średniej sali fryzjerskiej z luksusowymi sprzętami i wystrojem.
Rozsiadłam się wygodnie na krześle fryzjerskim i czekałam aż fryzjerka zacznie działać.
lekko podcięłam moje włosy.
Wyglądały bardziej naturalnie.
Następnie zostałam uczesana w pięknego kucyka z grzywką.
Podziękowałam i wyszłyśmy z mamą od kosmetyczki.
Padnięte a za razem wypoczęte wróciłyśmy do domu.
Zjadłyśmy we dwie kolacje po czym udałam się na góre do pokoju.
Nie miałam nic do roboty więc włączyłam telewizje.
Skacząc po programach nagle zobaczyłam reklamę ''łan dajrekszyn''
Tylko nie to !
Przełączyłam dalej, i ta właśnie reklama wpadła mi w oko.
To była reklama w której szukają aktorów do nowego serialu.
Może ja bym się nadawała ?!
Kiedyś miałam bardzo dużo wspólnego z teatrem lecz potem to jakoś się zerwało.
Warto spróbować.
Złapałam za kartkę i długopis i zapisałam numer do producenta.
Prześpię się z tym i zobaczymy.

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 22 (I rozdział drugiej części)

                          Rozdział 22

~Rok później~

***Oczami Vanessy***

Otworzyłam lekko oczy i szybko je zamknęłam, światło strasznie bolało.
Po paru sekundach przerwy znów je otworzyłam, tym razem szerzej.
Zobaczyłam biały pokój, jedno łóżko na którym ja leżałam.
Oprócz tego nic ciekawszego nie było.
Byłam poprzypinana do masy różnokolorowych kabelków.
Co się stało !
Nic nie pamiętam oprócz operacji mojego guza...
Szybko złapałam się za głowę...
Nie mam go !!!
Operacja się udała !
Żyję !
Ciekawe za ile ktoś do mnie przyjdzie... I właśnie w tym momencie weszła Marta, gdy mnie zobaczyła upuściła wszystkie siatki jakie trzymała w ręce, co w tym dziwnego że się obudziłam z narkozy ?
-Hej - powiedziałam cicho
-V..V... Vanessaa!!!! - krzyknęła lekko się jąkając.
-No ja ! - też powiedziałam nieco głośniej
-Wreszcie się wybudziłaś !
-jak to wreszcie ?
-Opowiem ci wszystko za chwile teraz polecę po lekarza.
Marta nie zbierając siatek wybiegła z pomieszczenia.
Po 2 minutach była z powrotem z jakąś pielęgniarką i lekarzem.
-Dzień dobry panno Vanesso - powiedział tak glośno jak do stu-letniej babci.
-Cześć.
-Jak się czujesz ? Boli cie coś?
-Nie, nie - powiedziałam z uśmiechem. -jedyne co to troszkę oczy pieką od słońca.
-O to już załatwione - powiedziała pielęgniarka po czym obniżyła roletę.
-Dziękuje.
Lekarz pozadawał mi jeszcze pare pytań i wyszedł, teraz zostałam sama z Martą, jak się od niej dowiedziałam tata przyjedzie za jakąś godzine bo nie może się urwać z pracy.
-No więc dlaczego tak się każdy cieszy że się wybudziłam ?
-No a co mamy się nie cieszyć ? - Marta odpowiedziała na pytanie pytaniem.
-No możecie się cieszyć ale aż tak ?!
-No dobrze... - boję się już - ułóż się wygodnie i słuchaj, ty myślisz że wybudziłaś się po jakiś paru dniach. Ale to nie prawda...
-jak to ?
-Miałaś bardzo ciężką śpiączkę pooperacyjną lekarze nawet nie przypuszczali że się obudzisz. Powiedzieli że jak po 4 latach się nie obudzisz to cię odepną od tych maszyn a dalej już wiesz sama co jest...
-Czyli ile ja spałam ? - bałam się i to strasznie!
-Około półtora roku .
-jej..
-Ale już wszystko jest okej - uśmiechnęła się tak szczerze Marta.
-Marto...
-Tak?
-Czy mogę mówić do ciebie mamo ?
-Umm.. ojej... yyy... Tak -krzyknęła mając łzy w oczach.
-Dziękuje że jesteś ! - powiedziałam przytulając ją.
-A tak w ogóle to dzwoniłaś do Zayna ? - Zapytałam zaciekawiona.
Chciałam już poczuć te jego malinowe usta.
-No bo właśnie...
-Co?
-Jego już nie ma.
-jak to ? Zmarł  ? - miałam łzy w oczach bo już myślałam że go straciłam
-nie.. - jąkała się
czyli coś kłamała, tylko co... -Bo on miał trasę i musiał na nią pojechać.
-No ale przecież przez półtora roku chyba się powinna skończyć, prawda?
-No tak...
-Powiedz to, wyduś z siebie chcę znać prawdę...
-Menadżer Zayna zabronił mieć z tobą kontakt.
-Ałć! Troszeczkę zabolało- tsaa jasne ''troszeczkę'' ? To było jak wbicie noża ale nie w plecy tylko w serce !
-Niestety Van. musisz się pogodzić On nie wróci.


sobota, 10 maja 2014

Zwiastun 2 części !

Wreszcie jest 
zwiastun ! <3

Zrobiłam go sama :>
Miał być wcześniej ale się nie udało :/
Mam nadzieję że się podoba :3

I widzimy się z nowym rozdziałem w
Czwartek !



Bayy ! <3

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 21

                            Rozdział 21 
           <zakończenie pierwszej części>

Miną tydzień, a ja już leżałem jak martwy, nie dość że byłem zmęczony to jeszcze wyczerpany z tęsknoty.
Było to dla mnie trudne.
Niestety czasu nie da się cofnąć.
Leżąc tak wspominałem wszystkie szczęśliwe chwile z Van.
Teraz dopiero pomyślałem że ja i Vanessa spotkaliśmy się przez przypadek, to było... hmm.... jak miłość od pierwszego wejrzenia.
-Zayn, mamy próbę  - powiadomił mnie Li wchodzący do mojego hotelowego pokoju.
-juz idę- powiedziałem marnie.
-ej, stary wszystko okej ?-zapytał zatroskany Liam
-Ja już nie daje rady, przerasta mnie to że nie mam jej koło siebie, to trudne.
-Ej no idziecie ? - wbiegł Lou.
Tak idziemy - powiedziałem wymuszając uśmiech.
-Rozmowe dokończymy potem. -szepną Li na ucho.
                                                              ~*~

Za godzine mamy koncert.
Siedzę na krześle i czekam na zbawienie które i tak nie przyjdzie.Czekając za wibrował mi telefon oznajmując że przyszedł mi SMS, gdy przeczytałem jego treść od razu na twarz wdarł mi się uśmiech.
Nie czekając długo odpisałem:
Po  czym udałem się przebrać, na zbliżający się koncert.

            ~*~

Za 5 minut wychodzimy na scenę, szczerze powiedziawszy nie chcę mi się nic robić, wolę być przy Van.
I się nią opiekować.
No ale niestety nie mogę nic zrobić, na szczęście mam Rodziców Van i chłopków, oczywiście także El.
W jakimś sensie każdy z nich mi pomaga ale i tak nie mają wystarczających sił aby mnie zadowolić.
Wyszliśmy na scenę, ponieważ był nasz wstępny filmik a teraz pora na nas.
 Śpiewaliśmy piosenki, śmialiśmy i wygłupialiśmy. Lecz ja stałem patrząc się na tłum nie okazując emocji.
Minęła połowa koncertu. Nadszedł czas na Little Things, zauważyłem że to idealna piosenka w której byłem najbardziej zaangażowany, śpiewając ją myślałem o mojej ślicznej Van.
Po skończonym koncercie pobiegliśmy szybko się przebrać ponieważ przed nami, rozdawanie autografów i spotkanie z fanami którzy mają wykupione Vipowskie wejściówki.
Rozdając autografy starałem się uśmiechać, na szczęscie nikt nic nie podejrzewał chociaż Liam ciągle na mnie spoglądał.
Po dwóch godzinach rozdawania autografów zostałą nam ostatnia rzecz na liście, czyli spotkanie z fanami.
Przychodziły różne dziewczyny, dziewczynki, chłopaki, chłopczyki itp. Ale jedna dziewczynka która miała pięć lat ona mnie zadziwiła.
Gdy weszła na salę gdzie odbywały się spotkania, Niall i Louis aż wstali aby obejrzeć ją dokładnie. a ja stałem ja wryty, nie wiedziałem co zrobić.
To byłą mieszanka mnie i Vanessy !
Miała kolor włosów i oczy jak moje !
A uśmiech i ten słodki nosek ja Van !
Chłopaki oglądali ją z każdych stron a ja stałem dalej nie wiedziałem jak się zachować.
-Hej - pisnęła
-Hej -odpowiedzieli chórem chłopki.
Pogadaliśmy z tą dziewczynką tym razem już nie stałem tylko wziąłem ją na kolana i gadaliśmy.
O godzinie 1 zaczynaliśmy się zbierać do domu.
To był ciężki ale bardzo fajny dzień.
Gdy podjechaliśmy an parking od tyłu hotelu szybko przemknęliśmy do swoich pokoi.
Wchodząc do mojego pokoju zrzuciłem z siebie brudne ubrania i poszłem się odświeżyć.
Gdy skończyłem się myć, ubrałem świeże bokserki, po czym rzuciłem się bezwładnie na łóżko odpływając do krainy Morfeusza.


wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 20

                                            Rozdział 20

***6 dni później***

Od 6 dni codziennie siedziałem u Vanessy. Od godziny 6:00 Do godziny 23:00.
Dziś przyszedłem o godzinie 9:30 ponieważ musiałem się spakować bo dziś w nocy jadę w trasę, ja nie wiem jak dam radę bez Van. :C
Wszedłem do szpitala, oczywiście przy wejściu powitał mnie miły personel który zawsze robił mi kawę ponieważ nie odpuszczałem Van na krok.
Szedłem białym korytarzem którym co chwile przechodziły pielęgniarki i lekarze, lecz także znalazły się osoby odwiedzające osoby które leżą w tym szpitalu.
Doszedłem do drzwi, uśmiechnąłem się na samą myśl że ją zobaczę.
-Dzień dobry - powiedziałem witając się z tatą Van i Martą.
-Cześć Zayn - powiedziała Marta natomiast tata Van tylko kiwną głową.
-Emm.. Marta... - zacząłem się jąkać - moge pogadać z tobą na osobności ?
-To ja pójdę po kawe - uśmiechną się pan Cogiel.
-No to słucham Zaynie - uśmiechnęła się Marta.
-Bo ja wam czegoś nie powiedziałem... A pomyślałem że gdy pogadam z tobą to poczuje ulgę że się z tym podzieliłem.
-No to słucham - odpowiedziała nadal się uśmiechając.
-Jak pani wie wyjeżdżam w trasę - zacząłem powoli - I mój menadżer ma problemy o to że nie obchodzi mnie zespół i że nie chodze na próby bo jestem ciągle u Van. I powiedział że mam już więcej o niej nie mówić, nie spotykać się z nią a do tego wogóle zapomnieć o niej na zawsze ! - popłakałem się, serce nadal było rozbite a jak o tym pomyślałem od razu pod powiekami miałem łzy..
-ojejku... - Marta też miała łzy w oczach, podeszła do mnie i z całej siły mnie przytuliła. - a nie możesz nic z tym zrobić Zaynie ?
-Nie właśnie o to chodzi że nie.  Jeśli zdecyduje się na miłość wywali mnie Modest z zespołu a jeżeli wybiorę karierę nie wiadomo czy zobaczę jeszcze Vanesse.
-Zayn wybież kariere taka szansa jest 1 na milion ! A Van jak kocha to zrozumie.
-Dziekuje za rozmowe Marto.
-Jasne, a teraz lecę bo muszę iść do pracy. Dowidzenia Zaynie, trzymaj się tam. - podeszła i przytuliła się.
-Dowidzenia.
-Aaa Zapomniałabym, masz gościa w domu więc się pospiesz a potem do niej przyjdziesz. - uśmiechnęła się i wyszła.
Ciekawe o kogo jej chodziło... No nie ważne.
Podszedłem bliżej jej i pogłaskałem ją po czole. Łzy płynęły mi po policzku.
- Kochanie.- Powiedziałem i usiadłem obok jej łóżka. Złapałem jej dłoń i wpatrywałem się w nią jak obrazek.- Musisz z tego wyjść. Dasz radę.- Mówiłem.- Jesteś dzielna.- Dodałem wstając.
-Pa księżniczko - uśmiechnąłem się na samą myśl jak by teraz na mnie nakrzyczała że nie jest księżniczką, lecz dla mnie zawsze będzie księżniczką... <3
Żeby osoba czekająca na mnie w domu nie czekała długo zamówiłem taksówkę i po 10 minutach byłem w domu kupionym na pewien czas w Polsce.
Wyjąłem klucze i włożyłem w zamek po czym przekręcając
klucz otworzyłem drzwi.
W domu usłyszałem śmiechy i jeden śmiech którego mi tak brakowało, nie byłem pewien czy to ona lecz jak stanąłem w salonie aż mi serce stanęło to ONA! Osoba która nosiła mnie pod swoim sercem, osoba z którą nie widziałem się prawie pół roku !
-Cześć synu ! - krzyknęła po czym przybiegła mnie przytulić.
-MAMO! -szepnąłem w jej włosy.
-tęskniłam za tobą Zaynie..
-Ja też Mamo! - odsunąłem się od niej - a tak w ogóle to co cie sprowadziło do mnie a do tego w Polsce ?
-Słyszałam co się stało z twoją dziewczyną a do tego dziś wyjeżdżasz więc chcę się z tobą pożegnać.
-OOO....... A skąd wiesz co się stało z moją dziewczyną ?
- Dzwoniła do mnie Marta
-jak ? skąd ją znasz ?
-To moja dobra koleżanka ze szkoły
-I nic mi nie powiedziałaś ?
-Ty mi nie mówisz o swoich kolegach - oburzyła się z taką śmieszną miną że wybuchłęm śmiechem.
-okej, okej...
Posiedzieliśmy w domu popijając herbatkę do godziny 18.
O 18 pojechaliśmy całą grupą razem z Perrie i El do Vanessy.
-Piękna ta twoja dziewczyna Zayn - powiedziała moja mama podchodząc do łóżka dziewczyny.
-Wiem - szepnąłem bo czym uśmiechnąłem się. Wyobrażałem sobie jak kiedyś była uśmiechnięta...
A teraz, leży nieruchomo biała jak mąka w szpitalu i do tego w śpiączce !
Wyobrażenie Zayna.
o godzinie 22 zaczeliśmy się zbierać ponieważ o godzinie 2 mamy samolot.
Spakowaliśmy się do końca i pojechaliśmy z szoferem i moją mamą, ponieważ najpierw lecimy do Londynu więc podwieziemy moją mame.
Patrzyłem przez okno na oświetlony kraj słuchając muzyki na słuchawkach.
Tak się zamażyłem aż zasnąłem.
Z myślą że jeszcze kiedyś zobaczę Vanesse.



sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 19

                             Rozdział 19

Siedzę za tymi cholernymi drzwiami już od godziny a żaden lekarz jeszcze nie wyszedł.
Boję się o nią ! Ona nie może umrzeć !
Siedzi ze mną Harry, a czasami przyjdzie Lou z El.
Pielęgniarki wiele razy mnie przeganiały lecz ja i tak siedziałem w tym samym miejscu,jakoś nie miałem zamiaru się z stąd ruszać.
Vanessa w śnie Zayna ! :)
-Rozmawiałem z twoim lekarzem - odezwał się Haz - powiedział że jutro z Louisem możecie opuścić szpital. A to znaczy że zaczniemy trase koncertową. - posmutniał.
-ha ha ha bardzo śmieszne - powiedziałem ironicznie - nie zamierzam zostawić Vanessy w takim stanie.
-Nie masz wyboru
Przekląłem parę razy i dalej czekałem aż drzwi się otworzą, tak czekałem że usnąłem na siedząco.
Śniła mi się ona, była w białej sukni i miała mocno czerwoną szminkę na ustach, uśmiechała się do mnie, a w ręce trzymała konwalie....                              
otworzyłem oczy, i zdziwiłem się ponieważ nie byłem pod salą Vanessy tylko na łóżku.
Otworzyłem szerzej oczy, koło mnie siedział Harry i patrzył coś na telefonie.
-Co się stało, dlaczego jestem tu a nie pod salą Van ? - zapytałem lekko ochrypłym głosem.
-Wczoraj zasnąłeś, pielęgniarkom zrobiło się ciebie żal więc wzięły cię  na nosze i zaniosły tutaj-czyli to nie sen..
-aha-mruknąłem cicho, po czym wstałem z łóżka i chciałem już wyjść z sali i pójść do Księżniczki.
-Gdzie już leziesz ?
-do Van
-Nie musisz już iść, byłem rano wszystko się unormowało, nic jej nie grozi.
-Nawet jeśli to co ? Chcę ją zobaczyć.
- poczekaj!
-Co znowu ?
-Dzwonił Paul
- i co w związku z tym ?
-Dziś ja tylko wyjdziecie ze szpitala mamy się z nim spotkać.
-o nie !
-Co?
-Wtedy pewnie powie nam kiedy mamy trasę !
-Takie życie Zayn, pogódź się z tym !
-pierdol się! - odpowiedziałem i trzaskając drzwiami wyszedłem do Księżniczki.
Posiedziałem jakieś 2 godzinki, bo przyszedł do mnie Haz, Lou, El, Niall i Louis z rzeczami i kazali iść mi się przebrać z piżamy w rzeczy dzienne.
Przebrany stanąłem w progu pokoju Van Patrząc jaka ona jest piękna.
-Zayn !!!
-Um.. Co ?!
-wołamy cię od 2 minut a ty nie reagujesz!
-Sorki !
-Spoko, teraz łap swoje Torby i idziemy bo jesteśmy umówieni z Paulem w hotelu.
-okej, a El ty idziesz z nami ? - Zapytałem dziewczyne siedzącą najbliżej łóżka mojej ukochanej.
-Nie ja zostanę z Vanessą a do tego za pół godziny powinni być jej rodzice.
-Aha - powiedziałem i podszedłem do księżniczki aby ją ucałować w policzek.
-Pa -Powiedział Lou i pocałował El.
Wyszliśmy ze szpitala i udalismy się do dużego czarnego samochodu.
Po 15 minutach byliśmy w hotelu w którym był Paul.
Wjechaliśmy windą na samą górę po czym zapukaliśmy w drzwi pod numerem 169 *o*
-Proszę - usłyszeliśmy głos Paula, weszliśmy do pięknego apartamentu w kolorze beżowym.
-Wejdźcie do salonu. - wskazał ręką  Paul - Chcecie coś do picia ?
-Ja mogę wode najlepiej zimną - odezwałem się pierwszy.
- A wy coś chcecie ? - Reszta pokiwała przecząco głowami.
Po 2 minutach siedzieliśmy w salonie z Paulem, słuchałem co ma nam do powiedzenia Paul popijając zimną wodę.
-No więc wasza trasa zaczyna się za tydzień.
-Już ? Tak szybko ?
-Niestety, i tak macie już duże opóźnienie.
Pogadaliśmy jeszcze z godzinke i zaczeliśmy się zbierać.
-Emm.. Zayn ! - Zaczął Paul - Chaciałbym pogadać  z tobą na osobności.
-okeej - odpowiedziałem obojętnie po czym udałem się za Paulem.
-Więc co chcesz mi powiedzieć ?
-To jest trudne no ale niestety.. Musisz zerwać wszelkie kontakty z Vanessą ! ona wam za bardzo namieszała ! To pzez nią was porwano ! To musi być zakończone masz na to tydzień. W trasie mam o niej nie słyszeć! No to tyle.. - Powiedział - Przepraszam -szepnął i odszedł..
Poczułem się jak by mi ktoś wsadził nóż w plecy !

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 18

                                                           Rozdział 18

**Oczami El***

 -A czemu nie ma jej teraz ? Gdzie ona jest ? - zapytał Zayn trochę smutny a troche wkurzony.
-No bo....
-El proszę powiedz mu już, jak ty nie powiesz to ja powiem. Lepiej będzie jak się dowie, a list
dostanie jutro lub jeszcze dziś jak będzie się lepiej czuł. - szepną mi na ucho Liam, chyba on też już nie wytrzymuję i nie chce kłamać.
-No więc Zayn wiem że to nie łatwe ale niestety takie życie..  Zacznę od początku..
- Zayn ale jesteś gotowy? -zapytał zatroskany Li
-tak - odpowiedział pewnie Zayn.
Nagle drzwi karetki otworzyły się, a do nich weszli pielęgniarze (nie wiem kto się tym zajumuje xd) zaczęli wyciągać nosze z chłopakami, najpierw Louisa a potem Zayna.
-Nie zapomnę o tej naszej rozmowie ! - powiedział Zayn po czym został wywieziony z parkingu dla karetek do szpitala.
5 min potem dojechała reszta.
-Gdzie ochroniarze ? -zapytał Li nadchodzących chłopaków.
-Pojechali do Paul'a bo przyjechał do polski.
-No to super... - Liam nie był zadowolony z tej sytuacji.
-Podsłuchaliśmy rozmowe między Max'em a Paul'em i z tego co usłyszałem wynika że za tydzień ewentualnie dwa będziemy kontynuować naszą trasę ! A do tego biędziemy dwa razy dłużej przez to że mamy takie opóźnienia. - Powiedział Niall.
-No to kurwa zajebiście ! A co z Vanessą ?  - Nie mogłam już dłużej tego słuchać. Bolało mnie to.
-Przecież ty z nią zostaniesz, do tego są też jej rodzice. - No oczywiście Harry to naprawdę umie wybrnąć ! Czujecie ten sarkazm ?
-Ja.. ja.. Nie dam rady.. - Rozpłakałam się jak małe dziecko.
Chłopaki od razu mnnie przytulili
-dobra chodźcie do chłopaków pewnie już mają przydzielone sale.
Po 5 minutach byliśmy już w sali Louisa.
-Chłopaki ja ide na chwile do Zayna. - pocałowałam w policzek Lou, i poszłam.
Cichutko zapukałam, nikt nie odpowiadał. Zapukałam mocniej, nadal nic. W końcu weszłam.
Zayn spał..
-Chyba nie przyszłam w porę - powiedziałam po cichu do siebie. Już chciałam wychodzić  a odezwał się słaby głos.
-El zaczekaj.
-hmm.. myślałam że śpisz.
-Najwidoczniej już nie- posłał mi słaby uśmiech.
-No... - Zapadła ta głupia ciszaaa... -Jak się czujesz ? - ja pierdole ! ja to zawsze umiem wybrnąć !
-umm... dobrze..
-powiedz co się dzieje z Vanessą! - powiedział tak prosto z mostu, w sumie nie dziwie się mu.
-No więc tak.. Van nie mogła się pozbierać, przez to że zostaliście porwani . Zaczęła palić, ćpać, ciąć się, brać silne leki uspokajające. I jej stan zdrowia nie był za dobry, uciekła z domu cię szukać, znalezioną ją niedaleko lasu całą zimną i bladą.Potem zabrano ją do szpitala, tam zrobiono badania i okazało się  że ma jakiegoś guza, chcieli go usunąć operacyjnie, lecz ona nie chciała. Zwlekała z tym aż w końcu się doigrała.
-Czyli ona.... nie żyje ? - Zayn miał łzy w oczach, widać że go to boli.
-Nie, no co ty.
-To gdzie ona jest?
-Ona po tej operacji... - Zawahałam się czy na pewno mu powiedzieć, ale pomyślałam że musi znać prawdę, zasługuję na to.  - Ona jest w ciężkiej śpiączce.
-I jest w tym szpitalu ? - O nie, bałam sie tego pytania z jego strony.
-ttak - za jąkałam się niepewnie.
Popatrzyłam na Zayna a ten odkrył się z kołdry i zszedł z łóżka, założył kapcie i szedł w kierunku drzwi lecz powstrzymała  go pielegniarka która właśnie weszła aby podać mulatowi leki.
-A pan Malik gdzie się wybiera  ? -zapytała przesłodzonym głosem
-Nie pani sprawa - warkną po czym chciał ją wyminąć lecz ona staneła w drzwiach.
-A jednak moja- także odwarknęła.
-Ymm.. prosze pani bo tu coś przestało działać.- specialnie chciałam ją zagadać aby  dała wyść Zaynowi. Podeszła do mnie a ja szybko kiwnęłam Malikowi że ma iść, zrozumiał i szybko wyszedł a ja przez następne 10 minut tłumaczyłam co się zepsuło. ;D
Następnie poszłam do Lou.

***Oczami Zayna***

Pobiegłem szybko do recepcji i po tym jak dowiedziałem się w jakiej sali jest pobiegłem do windy, nie mogłem uwierzyć że wreszcie ją zobaczę ! Tak bardzo za nią tęskniłem.
Weszłem po cichu do sali.
Przeraziłem się, byłą taka blada i chuda! Jakby nie jadła 3 miesiące.
Położyłem obok niej delikatnie ręke, i zacząłem ją głaskać po policzku.
Po 2 godzinach siedzenia, maszyny strasznie zaczęły piszczeć wystraszyłem się.
Zaraz przybiegł lekarz z pomocnikami i zaczęli ją tym prądem, ej zaraz zaraz tego prądu używa się tylko gdy ktoś umiera.. O nie !
-Proszę opuścić salę ! - krzyknęła jedna z nich. Lecz ja dalej stałem jak kołek i patrzyłem. W końcu podeszła do mnie i mnie wyprowadziła. Patrzyłem przez szybę dopóki ta jędza nie zasłoniła jej. Ja ją tracę! Tracę moją Van.
-Ej stary co się stało?- Zapytał  Hazz idący w moją stronę.
-tracę ją ! Rozumiesz ? Jej życie jest na włosku ! - dałem łzom upust !















niedziela, 6 kwietnia 2014

Nowy blog o zwiastunach.

                                                Witajcie pyszczki <3

Chciałabym was zaprosić na mojego nowego bloga na  którym robię zwiastuny na blogi o One Direction.
Jeżeli ktoś ma bloga a brak zwiastuna, Zapraszam na  tego bloga :) [KLIK]


Przy okazji zobaczcie w zakładkę ''Zwiastun'' :)  Pojawił się tak długo oczekiwany zwiastun ^_^
Zajrzyjcie także w zakładkę ''Informowani'' :) i wpiszcie się a z każdym rozdziałem będę was informować !!

Mam nadzieję że czytacie ''info'' które znajduję się po prawej stronie bloga :) więc wydaję mi się że rozdział pojawi się trochę wcześniej niż tam napisałam :) <3


Proszę napiszcie swoje wrażenia po obejrzeniu zwiastuna :)


środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 17

                                 Rozdział 17
ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD TAM NA DOLE :)

**Oczami El**

To nie możliwe ! Każdy wie co się stało Van !
Dlaczego ona ?!                             
Ona powinna żyć !
Powinna cieszyć się życiem razem z Zaynem !
A zamiast tego to co?
Zapadła w śpiączkę...
I do tego taką przez którą ciężko się wybudzić!
Siedzę na tym jebanym korytarzu i płacze ! W sumie to nie tylko aj ale także jej rodzina i chłopaki !
-Jak się czujesz ? -zapytał Li sam wycierając oczy pełne łez.
-A jak mam się kurwa czuć ?
-nie wiem-odpowiedział cicho po czym wyciągnął jakieś kartki papieru wyrwane z zeszytu w kratkę.-Vanessa kazała wam przekazać.
-Jak to wam ?
-Napisała listy chyba pożegnalne i kazała mi że jak nie przeżyje to mam wam je daĆ.
-Przestań, Stop !!! -Zaczęłam krzyczeć na całe gardło ! - Ona żyję Liam Rozumiesz?
-proszę tej jest do ciebie a nasz wspólny otworzymy w domu.. - Podał mi kartkę i odszedł do Harrego i Nialla.
Otworzyłam kartkę i to co zobaczyłam bardziej się popłakałam ona wiedziała gdzie są i to ukrywała? Byłąm na nią bardzo zła, no ale..
Wybiegłam ze szpitala, słyszałam krzyki za mną więc zwolniłam i poczekałam na biegnących z tyłu chłopkaków.
-Gdzie ty biegniesz ? -odezwał sie Hazza.
-Wiem gdzie są chłopaki, a przynajmniej takie przeczucie .
-To biegnijmy na policję ! -Krzyknął Niall
-Niee!-zaprotestował Liam.
-Dlaczego ? -wreszcie łapiąc powietrze się odezwałam.
-Bo to logiczne że jak zobaczą policję to zwieją ?!
-To co sami damy rade? - Zapytał Haz.
-Pójdzie z nami ochroniarz Zayna (Tom) i Lou (Max).
-No to na co czekamy ? -Powiedział Niall.
Poszliśmy do domu i powiadomiliśmy ochroniarzy o ''misji'' jaką mamy zrobić.

***Oczami Liama***

Właśnie zamykałem drzwi od domu, jeszcze tego brakuje żeby nas ktoś okradł.
Siedzieliśmy w samochodzie Maxa ponieważ my nie znamy okolicy a oni Tom tak.
-No to jedźcie pod jakąś bibliotekę koło lasu, to jakaś opuszczona. -Kierowała ich El.
-ale tu są 3 takie biblioteki.
-O jezu ! Po co aż tyle ? -odezwał się Niall
-Bo ktoś w przeciwieństwie do ciebie czyta książki. -Zaśmiał sie Harry.
-Ale opuszczone ?
-widocznie. - odezwała się El, widocznie wkurzona już tą wymianą zdań chłopaków.
-Jesteśmy. - powiadomił nas Tom.
-Okej więc El tu zostaję. Hazza idzie ze mną. a Niall, Liam i Max razem. -zarządził Tom.
-O nie nie. - oho ! El już się nie spodobało.. - Nie zostaję tam może być mój chłopak a wy mi każecie zoostać?! Chyba was pojebało!
-Dobra Idziesz ze mną i z Hazzą ! - powiedział wkurzony Tom.
Weszliśmy było strasznie cicho. lecz.. na górze ktoś był ! słyszeliśmy szuranie !
Weszliśmy a tak jakiś staruszek zamiatał podłogę !
To chyba jakieś jaja.
-Huligani ! co wy tu robicie ? Wynocha ! Ta Biblioteka już dawno jest nieczynna ! A jak przyszliście zapalić narkotyki to zaraz zadzwonie na policję !
-Prosze się uspokoiĆ ~! -odezwał się Max -Jesteśmy z ochrony. - pokazał dokumenty. -Czy tu oprócz pana był lub jest ktoś jeszcze ?!
-Nie nie ! Ja mam tylko klucze do tego budynku. a teraz przepraszam musze skończyc sprzątać  bo za miesiąc sprzedaję ten o to budynek. -uśmiechną się i dalej zamiatał.
-nie traćmy czasu do samochodu wszyscy jedziemy do drugiej. - Pogonił nas Tom.
Podjechaliśmy pod jakąś naprawdę opuszczoną bibliotekę był ten budynek koloru peżowego a raczej gdzie nie gdzie bo większość to albo dziura w ścianach albo pozdrapywane.
Weszliśmy do środka. Na początku było cicho ale potem usłyszeliśmy krzyk Louisa.
-ałaaa- tak to był 100 % on !
-Li, idź zadzwoń na policję ! ale pamiętaj im powiedzieĆ że mają nie przyjeżdżać na sygnale.
-okej- odszepnąłem i wyszłem gdzieś dalej zeby mnie nikt nie zobaczył.

***oczami El***

Słyszałam go jak cierpiał !!! To był on !! już go chce przytulić!
Li poszedł zadzwonić na policję a my powoli schodzimy na dół słuchając o czym oni rozmawiają.
-Musimy ich jeszcze dziś zabić.! przecież kiedyś po nich przyjdą a do tego nie są już nam potrzebni. Słyszałem że Van zmarła.
-No i dobrze idź na górę po pistolety a ja tu poczekam.
-okej. Ej a Justin ! Które?
-Tam są tylko jedne debilu !
Aha czyli on ma na imie Justin !!! Ej ! ale Van mi mówiła że Justin to jej były chłopak który się na nią znęcał.
-Daj jeden - znów się odezwał
-Zabijmy pierwsze tego bruneta a potem weźmiemy mulata !
-Nieee !!! -krzyknełam ile tylko mogłam oni nie moga go zabic !
Max złapał mnie i zamkną mi buzię
Dopiero teraz zobaczyłam e idzie Li z policją !

***Oczami Louisa***

Nia mam juz siły ten tydzień to męki ! patrze na Zayna ale ten ma zamknięte oczy jedyne co to jego klatka opada i się podnosi.
-zabijemy ich dzisiaj...... - zamknąłem oczy i słuchałem.
--Zabijmy pierwsze tego bruneta a potem weźmiemy mulata !- słuchałem dalej.
Nagle usłyszałem krzyk El ! tak to ona ! Co ona tu robi ? Skąd wiedziała gdzie jestem ?!
-Jest tu ktoś ? -odezwał się Justin.
Cisza.... Nagle wpada policja z broniami, co tu się dzieje ? zbawienie !
-ręce do góry !!!
- odłóżcie te bronie bo inaczej strzele w mulata ! - dalej groził policji Justin.
-Nie, nie damy sieę na to nabrać twój kolega już jest złapany. Wiec teraz kolej na ciebie !!!
-Ha ha ha ha No chyba nie ! - nagle usłyszałem strzał spojrzałem w bok na Zayna i zobaczyłem go trzymającego sie za ramie. spojrzałem w drugi bok i zobaczyłem chłopaków i moją kochaną El. tak długo na nią czekałem!!!!
potem już sam nie pamiętam.
zasnąłem, chyba że umarłem.

***Oczami El***

Zobaczyłam na Lou i on miał zamknięte oczy, a byłam w takiej odległości że nie było widać czy jego klatka się podnosi we do niego podbiegłam nagle poczułam że ktoś mi coś przykłada do głowy.
Policja wykorzystała jego nie uwagę i go zapieła w kajdanki. na początku się wyrywał ale z czasem przestał. policja jeszcze popatrzyła czy nie kryją kogoś jeszcze w budynku i też go opuściła a ja z Li. pojechaliśmy karetką z Zaynem i Lou do szpitala.  A chłopaki z ochroniarzami do nas dojadą tylko pojechali po jakieś rzeczy dla Zayna i Louisa. Trzymałam za ręke Louisa i się uśmiechałam w końcu zauważyłam że on też się uśmiecha.
-Kocham cię - szepną pod nosem ale ja to usłyszałam! 
 -ja ciebie też.
Zauważyłam że Zayna noga zabandażowana więc ma mniej bólu.
-Hej - powiedział cicho
-Hej -odpowiedziałam szczęśliwa zapominając że mamy jeszcze jeden problem ''śpiączka''
-Dlaczego nie było z wami Vanessy? Czy już mnie nie chce ? - posmutniał
-nie no co ty!- oby dalej nie pytał ,proszę oby dalej nie pytał  !!
-A czemu nie ma jej teraz ? Gdzie ona jest ? - zapytał Zayn trochę smutny a troche wkurzony.
-No bo....









poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 16

                                                             Rozdział 16

Wstałam o 5 rano i pomyślałam że to ja robię krzywdę chłopakom. To prze ze mnie cierpią !
Przecież to ja mam ten głupi list który może uratować im życie !
W co ja ich wpakowałam ?!
Złapałam szybko za telefon, i napisałam Li SMS. 

Czekałam i czekałam.
Minęła godzina, dwie.
A ich nie było w końcu przyszedł SMS.
Okej czyli przyjadą, oby zdążyli przed operacją.
Jak na złość do sali przyszedł lekarz z pielęgniarkami.
-Blat operacyjny gotowy, proszę usiądź w wózku, a my zawieziemy cię na operację .
-A nie możemy za 30 min ? Moi przyjaciele tu przyjdą musze im coś ważnego powiedzieć!!!
-Nie.
-Proszę.
-Powiedziałem Nie! Idziemy. -już się nie sprzeciwiałam wsiadłam na ten pierdolony wózek i pojechałam.
Wjechaliśmy do sali w której było wszędzie biało-zieelono.
-Jjj-aa nie jestem gotowa.. - popłakałam się
Nagle w sali pojawił się Tomek.
-Ej księżniczko. - Nikt tak nie mówił do mnie oprócz Zayna! Jeszcze bardziej się popłakałam.
-czy coś powiedziałem nie tak ? - spytał lekko zdezorientowan.

-Nie po prostu mój chłopak który został porwany mnie tak nazywał.
-Ojej przepraszam.
-Nic się nie stało.
-a teraz chodź, już czas.
Najpierw położyłam się na blacie operacyjnym a potem słyszałam głosy coraz dalej, dalej i dalej...

                                                         ***Oczami Li***

Jechałem jak najszybciej aby zobaczyć co się dzieję.
Gdy wszyscy weszliśmy do szpitala od razu udaliśmy się do sali.
Jak wszedłem do sali to mnie zaskoczyło że jej tam nie było. Wyszłem z sali i poszłem złapać jakiegoś lekarza i zapytac gdzie ona jest.
Zobaczyłęm jakiegoś w sali obok.
-Dzień Dobry czy mógłbym pana prosić?
-Jasne już ide.
-No wiec o co chodzi ? - zapytał lekarz.

-Gdzie jest Dziewczyna o imieniu Vanessa Cogiel?
-Zaraz sprawdzę w papierach.
-I?
-No... Tu pisze że w tej chwili powinna być operowana.
-Co? - Odezwała się wreszcie El, lekarz odszedł.
-Muszę wam coś powiedzieć -zacząłem spokojnie.
-Ma coś podobnego do raka, musiała przejść poważną oprację, Na której może nie przeżyć.-powiedziałem na jednym Tchu.
-Co?-Harry i Niall byli zdezorientowani a El to już wogóle poszła usiąśĆ.
-Okej uspokójmy się wszyscy. Będzie dobrze. -pocieszał Niall
-Będzie - powtórzyłem pod nosem.

^^^5 Godzin później^^^

Z sali operacyjnej wyszedł lekarz, Mina nie wróżyła nic dobrego.
-Jest ktoś z rodziny?  -spytał nas lekarz.
-Nie niestety nie ma.

-Zaraz,zaraz.. - Że co ? Tata Van ?  Co on tu robi?
-Prosze pana czy możemy pogadaĆ na boku? 
-jasne- odpowiedział sapiącym głosem pan Cogiel

                                                        ***Oczami Been'a***


 -To nie jest za dobra wiadomość.. -tylko tyle mi wystarczyło aby łzy dały upust.
Pogadałem z lekarzem lecz łez nie powstrzymywałem.
Po chwili przybiegła Marta.

-Bo ona... - wytłumaczyłem co się stało. Marta nie była zadowolona. Tak bardzo chciała dziecko. Chciała mu pomagaĆ a w tej chwili ona potrzebuje pomocy...

poszedłem do przyjaciół Van.
-I co jej jest ? - Zapytała dziewczyna z podpuchniętymi oczami i kręconymi włosami koloru brązowego. Nic nie zdążyłem powiedzieć a podeszła do nas dziewczyna z blond czupryną. Skądś ją kojarzę... zaraz chwila to chyba ta dziewczyna z Little Mix !!! :O
-Bo... To trudne do powiedzenia... -Zakryłem twarz w dłoniach.

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 15

                                                      Rozdział 15

Rano  nie miałam siły, byłam po prostu wykończona.
Jutro miałam mieć operację na usunięcie choroby, która nie była za ciekawa.

Leżałam na łóżku i myślałam, a raczej panikowałam.
-co jeśli operacja się nie uda ? - pomyślałam.
Po godzinie ''panikowania'' zasnęłam.
Obudziłam się po jakiś 2 godzinach. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 14:30.
Nagle usłyszałam krzyk, to chyba był głos blondyna.
-Ale ja nie chciałem żadnej herbaty ! ja chciałem żelki!!!
-ale masz herbatę i się ciesz ! - to był głos Liama.
Nagle po cichutku weszła smutna El.

-Hej -przywitała się marnie, była blada i wychudzona chyba sobie nie radziła.
No ale ja sobie radziłam ? Nie.
Jak rozmawiałam z lekarzem to przez te tabletki i że dużo przeżywałam przez ostatnie dni.
Mam taki mały kalendarzyk w którym zapisuję ile dni jestem bez ''niego'' 

-El możesz na chwile wyjść ? Chciałbym zamienić słówko z Van. -uśmiechnęła się marnie i zrobiła to o co ją było proszone.
-Van ja wiem że tobie też ciężko ale El nie daję już rady, całe noce nie śpi tylko płaczę. Nawet ja już nie wiem co robić.
-Dobrze wiesz że ja też nie wiem. - nastała chwila ciszy
-A teraz powiedz prawde. - Odezwał się Li.
-Ale jaką prawdę ?
-Na co jesteś chora?
-Co? -udawałam głupią.
- Widzę że jesteś chora.. Blada i wogóle a nie wierze w to że to przez tęsknotę !

-Dobrzę jestem ale nie mów nikomu, niech to zostanie między nami proszę!
-Okej. Chociaż nie wiem czy dobrze robisz. Oni też powinni wiedzieć.
-wiem wiem ale nie teraz.
-A tak w ogóle na co jestes chora?
-To coś podobnego do raka.
-Ojej. - zobaczyłam łzy w jego oczach dlatego przytuliłam go tak mocno na ile moje siły pozwalały.
-Dziękuje - szepną mi do ucha.
-to ja dziękuje.
Po minucie weszła El z resztą. Szkoda mi jej było była taka wychudzona, blada, nie umyte włosy. Biedna..
Po 18 wszyscy poszli zostałam tylko ja i moje myśli.
Po chwili przyszedł Tomek.
-Hej -przywitałam się.
-um.. Cześć.
-stało się coś ?                      
- jest taka sprawa że twoje wyniki z dnia na dzień są coraz gorsze. Wykryliśmy że to rak złośliwy a złośliwe moga się nawet w tydzień rozwinąć i przyszedłem cię powiadomić że jutro Po godzinie 8 będziesz mieć OPERACJĘ .
-A jakie są szanse że przeżyję ? -byłam wystraszoona.
-Um.. - Zacią się
-Jakie do cholery!? -Byłąm wkurzona a za razem wystraszona.                                   
-proszę nie krzycz.
-Dobrze więc na spokojnie się pytam jakie są szanse na moje przeżycie ? - mówiłam już spokojniej.
-Jakieś są. - nie patrząc na mnie wyszedł. tak po prostu Kurwa wyszedł!
Popłakałam się, nie wiedziałam czy chcę tej operacji.
Może ja nie chcę żyć ?!

Było mi ciężko jestem jeszcze dzieckiem.
A mam takie problemy.
Przypomniałam sobie o listach które napisałam.
Przecież musz eto komuś przekazać aby dał reszcie a jedynym człowiekiem który wiedział o chorobie to był Liam.
Więc złapałam za telefon i wysłałam SMS Do Li.

Po 30 minutach Liam był już u mnie.
-Coś się stało? - stanął zasapany w progu.
-Musze ci coś powiedzieć.
-No to słucham. -usiadł na stołku obok.
-Nie zostało mi dużo życia, a inaczej mówiąc to jutro mam operację a szanse na przeżycie są marne. - mówiłam w miare spokojnie tak jakbym się pogodziła z tym że umrę.
-jak to robisz? - spytał patrząc na mnie.
-ale co ? 

-Mówisz o śmierci w taki łagodny sposób.
-przyzwyczajenie.
Nastała chwila niezręcznej ciszy, więc szybko ją przerwałam.
-Daj te listy jak umrę. Masz tam napisane które do kogo. Tylko pamiętaj nie otwieraj tak wcześniej !
-Dobrze. A teraz lece bo ciągle do mnie wydzwaniają.
-Hah.. Dobrze papa - przytuliłam go i po chwili już go nie było, a ja poszłam spać zastanawiając sie jak to jest mieć operację.

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 14

                                                     Rozdział 14

                                                           ***Oczmi Van***


Otworzyłam Oczy i od razu je zamknęłam, Wyłączcie do cholery to światło !!!
Leżałam w jakiejś białej sali, na rękach miałam bandaże i byłam przypięta do kroplówki !
Po 10 minutach przyszedł lekarz.
-jak się czuje pani Vanessa ? - Uśmiechną się od ucha do ucha.
-umm.. Dobrze - odwzajemniłam uśmiech.
-Pod pani salą są przyjaciele, czuję się pani na siłach żeby z nimi rozmawiać?
-tak tak - odwzajemniłam uśmiech. - Nie lubię jak ktoś mówi do mnie pani. Vanessa - Podałam ręke wesołemu lekarzowi.
-Tomek - również podał ręke.
-przepraszam, ale muszę już iść do innych pacjentów, wpadnę do pa... znaczy ciebie potem- uśmiechną się i wyszedł, po chwili w drzwiach zobaczyłam przejętą El i chłopaków.
Posiedzieli u mnie ze 2 godz. do 15 i pojechali na policję ponieważ mają jakies znaki w sprawie Zayna i Louisa.
Siedziałam i mazgrałam coś w zeszycie który dał mi Niall.
Po 30 minutach przyszedł Tomek, lecz nie uśmiechnięty jak zawsze.
-umm.. Muszę ci coś powiedzieć. A i od razu mówię że nie mam komu tego powiedzieć ponieważ nie ma tu twoich prawnych opiekunów.
-masz chore serce, operacja ma być jak najszybciej, inaczej pożegnasz się z przyjaciółmi- Nie tylko ja miałam łzy w oczach widziałam że tomek też miał, lecz nie pozwolił aby wypłyneły.
-to tyle - powoli wychodził, a jeszcze przed wyjściem powiedział ciche.. - przepraszam.
Teraz już nie wytrzymałam moje życie to DNO.
1.Mój chłopak i przyjaciel zostali porwani.
2.moja mama niedawno zginęła w wypadku
3.I teraz jeszcze dowiedziałam się że mam mało życia !!!
Wiedziałam że moje życie się skończy więc napisałam 3 listy, jeden do Zayna jak by się odnalazł,  drugi do Liama, Nialla, Harrego, Lou i El, a drugi do taty i Marty.
W pierwszym liście chciałam napisać jak bardzo go kochałam.
A w drugim gdzie moim zdaniem powinni być chłopcy.
Wzięłam się za pisanie pierwszego.

  ''Kochany Zaynie.

Wiem że to nie miało tak być, no ale widzisz. 
Bóg decyduję kto zostanie na ziemi a kto będzie pomagał w niebie. ;C
Nie martw się o mnie, będe koło mojej kochanej mamusi.
Razem z moją mamą będziemy czuwać nad tobą.
Przepraszam że musiałeś takie męki przeżywać jak cie porwali.
Ale jak to czytasz to znaczy że żyjesz.
Pamiętaj Kocham Cię!
Nigdy to się nie zmieni.

                                                           Vanessa xx <3  ''

To było trudne, pisałam i płakałam. bolało mnie to że mogę go nie zobaczyć!
Został teraz list drugi dla El i chłopaków.

''Kochani

Chciałabym was bardzo przeprosić,
że żegnam się w taki sposób a nie inny.
Ale niestety nie mam odwagi podejść do was 
i powiedzieć ''Umrę niedługo''
No ale nie zawsze idzie po naszej myśli.
musimy się godzić z wolą Pana.
Zawsze będziecie w moich sercach <3
                                    
                                                          Vanessa xx <3 ''

Najgorszy był list do taty i Marty. Mieliśmy razem zamieszkać a tu co ?
Niestety nasze plany, już się nie spełnią.
Zaczełam powoli pisać, parę słonych łez się uroniło ale zaraz zostały starte  przez moją rękę.

''Drogi Tato i ''Mamo''

Niestety nasze plany legły w gruzach.
Nie zamieszkamy razem.
Nawet nie wiem czy się zobaczymy.
Mi też jest ciężko, chciałabym usłyszeć wasz głos, 
Zobaczyć uśmiechy na twarzach.
Lecz niestety, nie zobaczę.
Przepraszam że piszę to wszystko w liście,
ale boję się zadzwonić i powiedzieć,
że was opuszczę.
Bardzo was kocham i nigdy nie zapomnę <3

                                                      Vanessa xx <3 ''
Skończyłam pisać listy.
Moje oczy były napuchnięte od płaczu.
Lecz przypomniałam sobie że nikt nie wie gdzie są Zayn i Lou więc szybko napisałam krótki list do El, pomyślałam że ona najbardziej będzie za to odpowiedzialna.

'' El <3

Wiem że możecie nie wiedzieć, gdzie mogą być chłopcy.
Ja za to mogę wiedzieć.
ale to nie jest pewne.
Więc zanim umrę chcę wam napisać moje przypuszczenie.
Powiem tylko tyle ;
Szukajcie w starej bibliotece.
Niedaleko lasu.

                Van ;** xx ''

Wykończona tym wszystkim wtuliłam się w poduszkę i zasnełam.



sobota, 1 marca 2014

Rozdział 13

                                                          Rozdział 13

Wybiegłam z domu i o własnych nogach, biegłam do opuszczonej biblioteki, która nie była tak blisko. Biegłam już z 10 minut, nie czułam się na siłach ale biegłam dalej ponieważ wiedziałam że to robie dla kogoś, gdy tylko o tym pomyślałam nogi same przyśpieszyły.
W głowie miałam ciągle tekst Justina ''-mam nadzieję że się pożegnałaś z chłoptasiem bo z nim i jego przyjacielem bedzie już koniec. - i znów ten śmiech.''
A jeżeli już nie zdążę i nie usłyszę ich bicia serca?
Nie usłyszę jak Lou mówi El jak ją kocha.
Nie poczuję ust Malika.
Jednym zdaniem ''nic nie zrobię ''
Po kolejnych 10 minutach zmęczyłam się i usiadłam na dużym kamieniu.
Nagle coś zaszumiało w krzakach za mną....


                                                         ***oczami El***

Van wybiegła z domu nikomu nic nie mówiąc, bałam się o nią.
A do tego była pod wpływem tabletek uspokajających, A jeżeli zemdlała po drodze ?!
Najgorsze było to że ja i chłopaki nie znaliśmy Polski !
Louis i Zayn trochę się ograniali !  Ale ich z nami nie ma !!!
Na policję też nie zadzwonimy bo nie znamy Polskiego !
-A jeżeli coś jej się stało? Wybiegła w krótkim rękawku ! A jest jeszcze zima ! -Emocje ogarneły moje ciało, rozpłynęłam sie. Najpierw Malik i Tommo a teraz i Van :(
Najgorsze jest to jak traci się przyjaciela ! A ja straciłam przyjaciół i chłopaka.
-Spokojnie. Da sobie radę nie ma 5 latek. -Niall chyba nie ogrania jaka jest sytuacja !
-Zaraz coś poradzimy. -Widać było że Liam myśli, lecz niestety była pustka w sumie nie tylko u niego każdy miał pusto.
-już wiem ! - odezwał się Niall
-Co?- zapytali wszyscy chórem.
-zadzwonimy do ochroniarzy oni wezwą jakiś którzy znają to miasto i  mogą ją znaleźć.
Po 30 minutach byli już ochroniarze. I zaczeli poszukiwania.
Minęła godzina a ich nadal nie ma, kazałam Niallowi aby zadzwonił do nich i zapytał czy coś mają.


                                                 ***Oczami Nialla***

Jak kazała El zadzwoniłem do Tom'a
(..)
-no hej, i jak macie coś ?
-niestety nie ale nadal szukamy.
w oddali było słychać tylko ''Tom Znaleźliśmy ją, dzwoń po karetkę ! ''
-muszę kończyć Niall, zadzwonie potem.
(..)
-I co ? - dopytywała El
-Znaleźli ją, ale... - ciężko było mi wydusić a tym bardziej patrząc na stan El. Lecz musiałem i tak by ze mnie wyciągnęli.
-W oddali było słychać ''dzwoń po karetkę''
-O nie ! Zawieź mnie do szpitala proszę !
-jak mam cię zawieść  jak nie znam drogi, nie wiem w którym szpitalu.
-Zadzwoń do Tom'a. Teraz w tej chwili. Ma po nas przyjechać zabrać do Van !
-okej już po niego dzwonie.


                                                   ***oczami Van***


Nagle coś zaszumiało w krzakach za mną, zaczęłam się bać. Nie dość że się trzęsłam z zimna to jeszcze ze strachu.
Głowa mi pękała, ale to chyba przez te emocję, i tabletki '--'
Czułam jak powieki stają się cięższe i cięższe, aż w końcu się zamknęły.

                                                   ***Oczami El***

No gdzie oni są ? Tom miał być za 10 minut a mineło 15 !
ktoś zadzwonił do drzwi. modliłam się aby był to Tom i miałam rację.
Wszyscy ubraliśmy kurtki i w milczniu opóściliśmy dom Van.

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 12

                                                           Rozdział 12

Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam że ludzie wychodzą z samolotu i do tego cali ! Ja żyję !
El brała swoją torebkę.
-Van (nowe przezwisko El do Vanessy) bierz torbę i idziemy!
-już ide spokojnie.
Ogólnie byłam zadowolona że żyję ale korciła mnie ta sprawa z porwaniem.
byliśmy już w budynku głównym lotniska.
-El, chłopcy ja pójdę do łazienki.
-okej my będziemy czekać koło wyjścia. - kiwnełam El i odeszłam ze dwa kroki..
-Tylko szybko-krzykną Niall
Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam że w mojej torebce są żyletki więc chciałam wykorzystać żeby się nie zmarnowały.
Najpierw zaczełam się nią bawić bo nie powiem, bałam się.
 zaczełam myśleć czy napewno tego chcę, nie byłam świadoma tego co robie.
Zaczełam sobie przypominać wspólne chwile z NIM! NIE SAMA !! ;(
Byłąm nieźle wkurzona w końcu się odważyłam i zrobiłam to, pocięłam się.
Najpierw jedna potem druga trzecia i tak zrobiło się sześć głębokich kresek.
Czemu ja mam całe życie po schodkach ?!
Wziełam chusteczki z torby i zaczełam wycieraĆ żyletkę żeby nie było krwi.
Wyszłam z łazienki i udałam się do Wejścia
Chłopcy i El ciągle na mnie czekali.
Byli ponurzy nikt przez te ostatnie5 dni nawet się nie uśmiechną, ale sama taka byłam więc co gadam o nich ?! :O
jakimś czarnym samochodem (nie znam się na markach samochodów) pojechaliśmy do hotelu, oczywiscie mieliśmy jakiś apartament, bo przecież to chłopcy z 1D !!! no może nie całe 1D :C
Ostatnio mało śpię więc jak wszyscy już spali ja siedziałam jak głupia i myślałąm co może przeżywać ZAYN I LOU!
byłam wkurzona że nie mogłam się dowiedzieć co z nim jest a podejrzenia to podejrzenia, nie zawsze są takie jakie byśmy chcieli. Zabiła bym się jak by mu się coś stało, wy chyba nie wiecie jak to boli gdy stracisz osobę i dopiero teraz zrozumiesz jak ją bardzo kochasz. Nie jest to miłe uczucie, niestety.
Ale która miłość nie ma kryzysów, a po kryzysach się bardziej kochają. A co ja mam powiedzieć jak nawet nie wiem czy już nie jest za późno, a może jego serce już nie biję ? Ale wiem jedno biję dla mnie <3
  O 23 zadzwonił do mnie telefon. Był to jakiś koleś miał chrypkę więc nie mogłam rozpoznać tego głosu, ale czułam że go już znam ale nie wiem z kąt.
-mam twojego jebanego kochasia i tego drugiego twojej koleżaneczki.
-gdzie oni kurwa są ?!
-mała, dowiesz się w swoim czasie - zaczą sie śmiać w niebogłosy a mnie szlag trafiał.
Zaraz zaraz ''mała'' ? już wiem 100 % kto to to Justin. byłam wkurzona, jak mogłam nie poznać ?!
- czy ty Justin jesteś pojebany ? jak możesz uprowadzać ludzi ?!
-oo czyli już wiesz kto mówi ? - zaśmiał się
-tak wiem tylko taki idiota jak ty mógłby tak zrobić !
- O nie mała teraz to mnie wkurzyłaś ! -upp ! :O - Chłopaki musimy ich zabić JESZCZE DZIŚ ! - krzyczał do kogoś a zaraz usłyszałam krzyk Zayna, bałam się.
-daj mi Zayna i Lou do telefonu prosze !
-masz minute.
&rozmowa z zaynem i lou&
-zayn.. nic ci nie jest?
-czasem boli ale narazie jest okej
-van a co z El ? -wtrącił się lou
-jest dobrze tylko ze strasznie cierpi
-ksiezniczko chcialbym cie zobaczyc,przytulic,pocałowac. - głos mu się łamał z sekundy na sekunde.
&koniec&
-dobra koniec czasu.- uslyszalam jeszcze jak zayn krzyczy ''kocham cie''
-mam nadzieję że się pożegnałaś z chłoptasiem bo z nim i jego przyjacielem bedzie już koniec. - i znów ten śmiech.
Rozączył sie a ja poszłam znów użyć ostrego przedmiotu o nazwie ''żyletka'
-ale po co ja to robie ?!
-a już wiem żeby być razem w innym świecie z Zaynem.
-to jest moje przeznaczenie.
-to z nim będe czuła się bezpiecznie.
-to koło niego się będe budzić.
-to koło niego będe się kłaść.
-to jemu będe robić śniadanie, obiad i kolację
-to nim wychowam nasze dzieci.
za każdym zdaniem było jedno głębokie cięcie.
wziełam coś ostrzejszego:
byłam już taka,taka... brak slów :(
zaczełam płakać żucać SIĘ.
 Dlaczego mam takie życie a nie inne.
tata i Marta nawet nie wiedzą gdzie jestem.
martwią sie a ja co ?
 a ja martwie sie o inne dwie ważne osoby w moim życiu.
wkurzyłam się zacisnęłam pięść  i walnęłam z całej siły w lusterko.


zaraz w drzwiach pojawiła się El i chłopaki.
-co  ty robisz , oszalałaś ?!
-boże - Niall zakrył twarz w dłonie i kucną chyba jego ta sytuacja też dotkneła.



I teraz dopiero zmądrzałam, zrozumiałam że nie moge czekać do jutra. musze im pomóc (moze dlatego że odwaga wróciła)
Wybiegłam z domu i o własnych nogach pobiegłam do opuszczonej biblioteki, która nie była tak blisko.